poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Informacje

Niewielu ludzi odwiedza tego bloga, ale tych, którzy to robią, chciałabym  poinformować, że brak nowych rozdziałów nie jest spowodowany niechęcią do dalszego pisania. Powodem tego jest brak możliwości skorzystania z internetu na komputerze. Ale obiecuję, że kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja , od razu wstawię następny rozdział. ;-)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 4

Stoję przed szkolną szawką i próbuję ją otworzyć. Jak zwykle pokrętło do wybierania kodu strasznie się zacina, ale w końcu ustępuje i drzwiczki stają przede mną otworem.Cały czas myślę o dzisiejszym śnie. O co w nim chodziło? Dlaczego śnił mi się Matt? I dlaczego miał skrzydła? Bardzo chciałabym poznać odpowiedzi na te pytania.
     Coś nagle przelatuje mi przed oczami, wyrywając z odrętwienia.  Mrugam szybko rozkojarzona i odwracam się w lewo, gdzie natrafiam wzrokiem na moją przyjaciółkę Kim.
     - Ann, stoisz i gapisz się na tą szawkę już chyba 2 minuty. Co jest w niej takiego interesującego, że wymaga tak wnikliwej obserwacji?
     Kim jest typem sportowca. Koszykówka i siatkówka to jej ulubione dyscypliny i oczywiście jest w szkolnej reprezentacji. Jest wysoka i szczupła jak przystało na dobrego sportowca. Znamy się od podstawówki i jesteśmy praktycznie nierozłączne.
     - Oprócz tego iż w mojej szawce panuje straszny syf, nie ma w niej nic interesującego. Co innego można powiedzieć o moim dzisiejszym śnie.
     No i oczywiście Kim jak zawsze chce wszystko wiedzieć. Opowiadaj jej więc wydarzenia z wczorajszego dnia, a potem opisuję sen. Kim myśli przez chwilę, a potem zadaje tylko jedna pytanie:
     - Czy ten Matt ma dziewczynę?
     - Skąd mam wiedzieć? Nie znam go.- Mówię lekko zirytowana.- A nawet jeśli, to co?
     - To to, że z tego co zrozumiałam z twojej opowieści, to mu się spodobałaś- Wyszczerza zęby w przebiegłym uśmiechu.- A to oznacza iż może uda ci się zemścić na Kasprze!
     -Niby w jaki sposób?
     - Wzbudzimy w nim zazdrość. Wyobraź to sobie: chodzisz z chłopakiem, który nigdy nie był uczniem tego collage'u, którego prawie na pewno nikt nie zna i który jest- ponoć- nieziemsko przystojny.- Kim coraz bardziej pogrąża się w planowaniu. W tej chwili wygląda trochę jak mały złośliwy chochlik.- A teraz wyobraź sobie minę Kacpra kiedy zobaczy jak się całujecie i kiedy uświadomi sobie, że to nie on, lecz ten Matt zaprząta myśli większości żeńskiej części uczelni. Będzie zazdrosny i będzie próbował zrobić wszystko żeby to on był znów uważany za tego "najprzystojniejszego".- Uśmiecha się usatysfakcjonowana swoim jakże szatańskim planem, który... może się udać.
     Ale jest jeden problem, a mianowicie...
     - Kim, jak ja niby mam się z nim jeszcze kiedykolwiek zobaczyć, skoro nie mam jego numeru, ani tym bardziej nie wiem gdzie mieszka.
     - Kurde! Na prawdę nie wzięłaś od niego numeru? Serio? Ann, weź się czasem lepiej puknij w ten swój łeb.- Stuka mnie delikatnie w czoło i obydwie wybuchamy śmiechem. Po chwili patrzę na zegarek. Za 2 minuty mam pierwszą lekcję. Kim zresztą też. Żegnamy się krótkim "na razie" i odchodzimy- każda w swoją stronę.

* * *

     Lekcje przebiegają nadzwyczaj spokojnie. Kacper już mnie nie zaczepia, a ja nie chowam się przed nim jak to było jeszcze w tamtym tygodniu. Kim dowiedziała się o następnym międzyszkolnym meczu w kosza. No a ja narysowałam kilka niezłych rysunków. Jeden z nich oczywiście przedstawia anioła o płomiennych skrzydłach, a drugi- opadające czarne pióra.  Kiedy pokazałam je Kim ta od razu uznała iż teraz pewnie na większości moich prac będzie się pojawiał motyw ognia, piór i oczywiście aniołów.
    - Ej, a jak już rysujesz te anioły, to weź narysuj jakiegoś nago.- Przewracam rozbawiona oczami. Tak, jak najbardziej jest to zachowanie typowe dla Kim.- Albo wiesz co? Narysuj nagiego anioła dla  m n i e, żebym miała się do czego ślinić wieczorami. W zamian ja zrobię wszystko aby cię spiknąć z tym Mattem.
     W tym momencie odzywa się moja komórka. SMS. Wyciągam telefon z torby i okazuje się, że wiadomość jest od Matta. Ale jak? Przecież...
     No tak. Kiedy dałam mu wtedy telefon, musiał wpisać mi swój numer, a sobie pewnie przesłał SMS'a. Chyba nie mam mózgu, skoro nie domyśliłam się wcześniej.
     Treść wiadomości brzmi następująco: "Witaj Anastazjo. Jeśli nie masz nic przeciwko, dziś to ja chciałbym cię porać. Spotkaj się ze mną o 6.00 na Moście Blackfriars. Czekam na ciebie."
     -Kim?- Mówię ciągle zaskoczona niespodziewanym SMS'em.
     -Tak?
     - Już nie musisz szukać Matta. Właśnie do mnie napisał i chce się spotkać.
                                                                                                                                     
Jeśli w tym momencie (tak samo zresztą jak ja) uważacie Ann za bezmózgiego zombie, to macie do tego prawo. I jeśli boicie się, że wplotę w tą opowieść fragmenty fantasty, to muszę Was poinformować, że tego nie zrobię.
A tak poza tym to komentujcie, polecajcie bloga innym i koniecznie powiedzcie mi czy rozdział Wam się podobał, a jeśli nie to co było nie tak.

Następny rozdział pojawi się najwcześniej 13.08 ponieważ wyjeżdżam i nie biorę ze sobą laptopa. Mam nadzieję, że po powrocie zastanę więcej czytelników. ;-)