poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 4

Stoję przed szkolną szawką i próbuję ją otworzyć. Jak zwykle pokrętło do wybierania kodu strasznie się zacina, ale w końcu ustępuje i drzwiczki stają przede mną otworem.Cały czas myślę o dzisiejszym śnie. O co w nim chodziło? Dlaczego śnił mi się Matt? I dlaczego miał skrzydła? Bardzo chciałabym poznać odpowiedzi na te pytania.
     Coś nagle przelatuje mi przed oczami, wyrywając z odrętwienia.  Mrugam szybko rozkojarzona i odwracam się w lewo, gdzie natrafiam wzrokiem na moją przyjaciółkę Kim.
     - Ann, stoisz i gapisz się na tą szawkę już chyba 2 minuty. Co jest w niej takiego interesującego, że wymaga tak wnikliwej obserwacji?
     Kim jest typem sportowca. Koszykówka i siatkówka to jej ulubione dyscypliny i oczywiście jest w szkolnej reprezentacji. Jest wysoka i szczupła jak przystało na dobrego sportowca. Znamy się od podstawówki i jesteśmy praktycznie nierozłączne.
     - Oprócz tego iż w mojej szawce panuje straszny syf, nie ma w niej nic interesującego. Co innego można powiedzieć o moim dzisiejszym śnie.
     No i oczywiście Kim jak zawsze chce wszystko wiedzieć. Opowiadaj jej więc wydarzenia z wczorajszego dnia, a potem opisuję sen. Kim myśli przez chwilę, a potem zadaje tylko jedna pytanie:
     - Czy ten Matt ma dziewczynę?
     - Skąd mam wiedzieć? Nie znam go.- Mówię lekko zirytowana.- A nawet jeśli, to co?
     - To to, że z tego co zrozumiałam z twojej opowieści, to mu się spodobałaś- Wyszczerza zęby w przebiegłym uśmiechu.- A to oznacza iż może uda ci się zemścić na Kasprze!
     -Niby w jaki sposób?
     - Wzbudzimy w nim zazdrość. Wyobraź to sobie: chodzisz z chłopakiem, który nigdy nie był uczniem tego collage'u, którego prawie na pewno nikt nie zna i który jest- ponoć- nieziemsko przystojny.- Kim coraz bardziej pogrąża się w planowaniu. W tej chwili wygląda trochę jak mały złośliwy chochlik.- A teraz wyobraź sobie minę Kacpra kiedy zobaczy jak się całujecie i kiedy uświadomi sobie, że to nie on, lecz ten Matt zaprząta myśli większości żeńskiej części uczelni. Będzie zazdrosny i będzie próbował zrobić wszystko żeby to on był znów uważany za tego "najprzystojniejszego".- Uśmiecha się usatysfakcjonowana swoim jakże szatańskim planem, który... może się udać.
     Ale jest jeden problem, a mianowicie...
     - Kim, jak ja niby mam się z nim jeszcze kiedykolwiek zobaczyć, skoro nie mam jego numeru, ani tym bardziej nie wiem gdzie mieszka.
     - Kurde! Na prawdę nie wzięłaś od niego numeru? Serio? Ann, weź się czasem lepiej puknij w ten swój łeb.- Stuka mnie delikatnie w czoło i obydwie wybuchamy śmiechem. Po chwili patrzę na zegarek. Za 2 minuty mam pierwszą lekcję. Kim zresztą też. Żegnamy się krótkim "na razie" i odchodzimy- każda w swoją stronę.

* * *

     Lekcje przebiegają nadzwyczaj spokojnie. Kacper już mnie nie zaczepia, a ja nie chowam się przed nim jak to było jeszcze w tamtym tygodniu. Kim dowiedziała się o następnym międzyszkolnym meczu w kosza. No a ja narysowałam kilka niezłych rysunków. Jeden z nich oczywiście przedstawia anioła o płomiennych skrzydłach, a drugi- opadające czarne pióra.  Kiedy pokazałam je Kim ta od razu uznała iż teraz pewnie na większości moich prac będzie się pojawiał motyw ognia, piór i oczywiście aniołów.
    - Ej, a jak już rysujesz te anioły, to weź narysuj jakiegoś nago.- Przewracam rozbawiona oczami. Tak, jak najbardziej jest to zachowanie typowe dla Kim.- Albo wiesz co? Narysuj nagiego anioła dla  m n i e, żebym miała się do czego ślinić wieczorami. W zamian ja zrobię wszystko aby cię spiknąć z tym Mattem.
     W tym momencie odzywa się moja komórka. SMS. Wyciągam telefon z torby i okazuje się, że wiadomość jest od Matta. Ale jak? Przecież...
     No tak. Kiedy dałam mu wtedy telefon, musiał wpisać mi swój numer, a sobie pewnie przesłał SMS'a. Chyba nie mam mózgu, skoro nie domyśliłam się wcześniej.
     Treść wiadomości brzmi następująco: "Witaj Anastazjo. Jeśli nie masz nic przeciwko, dziś to ja chciałbym cię porać. Spotkaj się ze mną o 6.00 na Moście Blackfriars. Czekam na ciebie."
     -Kim?- Mówię ciągle zaskoczona niespodziewanym SMS'em.
     -Tak?
     - Już nie musisz szukać Matta. Właśnie do mnie napisał i chce się spotkać.
                                                                                                                                     
Jeśli w tym momencie (tak samo zresztą jak ja) uważacie Ann za bezmózgiego zombie, to macie do tego prawo. I jeśli boicie się, że wplotę w tą opowieść fragmenty fantasty, to muszę Was poinformować, że tego nie zrobię.
A tak poza tym to komentujcie, polecajcie bloga innym i koniecznie powiedzcie mi czy rozdział Wam się podobał, a jeśli nie to co było nie tak.

Następny rozdział pojawi się najwcześniej 13.08 ponieważ wyjeżdżam i nie biorę ze sobą laptopa. Mam nadzieję, że po powrocie zastanę więcej czytelników. ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz