wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 3

Idę przez las. Dociera do mnie muzyka, a ziemia pod moimi stopami drga w jej rytm. Między drzewami prześwieca blask ognia. Wiem, że przede mną znajduje się polana. Słyszę podniecone krzyki tańczących nastolatków.
Kiedy podchodzę do krawędzi polany, okazuje się być pusta. Jeszcze raz przeczesuję wzrokiem otoczenie i zatrzymuję się na czarnej postaci pośrodku. Stoi tyłem do ognia, więcej nie widzę jego twarzy, ale to na pewno jest chłopak. Ubrany jest w czarną skórzaną kurtkę, czarne spodzie i czarne ciężkie glany. Próbuję coś powiedzieć, ale usta mam jak związane, natomiast nogi same niosą mnie w stronę środka polany. Oczy powoli przyzwyczajają mi się do migotliwej poświaty ognia i z zaskoczeniem odkrywam, że chłopak stojący przede mną to Matt. Uśmiecha się tym swoim anielskim uśmiechem.
-Witaj Anastazjo.- Mówi miękkim głosem, a w jego oczach tańczą iskierki. I wtedy okazuje się, że ognisko wcale nie jest ogniskiem.
To s k r z y d ł a.
Wielkie i czarne, a każde pióro otoczone jest języczkiem ognia. Matt rozkłada je na całą szerokość. Są... piękne. Chcę je dotknąć. Sprawdzić czy pióra są tak miękkie jak mi się zdaje. I w tym wypadku określenie "anielski uśmiech" nabiera całkiem nowego znaczenia. Czuję na sobie ciekawy wzrok Matta.  Z jego twarzy znikł ten uśmiech, a zastąpił go wyraz zachwytu i zaskoczenia, co trochę mnie dziwi.
Kiedy dotykam skrzydła, las wokół nas zaczyna płonąć. Matt od razu odsuwa się ode mnie, a ja przyglądam się płomieniom. Ogień jest stanowczo moim ulubionym żywiołem. I wtedy słyszę przeraźliwy wrzask. Dochodzi jakby zewsząd. Zatykam uszy rękami i kiedy odwracam się do Matta, już go nie ma. Zostawił mnie samą pośród płomieni.

Budzę się i gwałtownie siadam, przez co kręci mi się w głowie. Spokojnie. To był tylko sen-mówię sobie i oddycham głęboko. Budzik wyje na szawce koło łóżka. Cholerny budzik! Wyłączam go jednym mocnym uderzeniem. Dziś poniedziałek, trzeba się zbierać do szkoły.


                                                                                                                           
Nowy rozdział, tym razem króciutki specjalnie dla Was. Myślę, że się Wam spodoba. 

niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 2

Postanowiłyśmy pójść do najbliższej galerii w centrum Londynu. Zdążyłam już sobie kupić mocno obcisłe spodnie ze sztucznej skóry, bluzkę z logiem Nirwany i Cienką koszulę z długimi bufiastymi rękawami. Mama właśnie poszła załatwić dla nas kawę, a ja przez ten czas miałam znaleźć sobie jakąś sukienkę. Wchodzę właśnie do drugiego sklepu z tyn właśnie celem, kiedy go zauważam.
Stoi po drugiej stronie sklepu, jak zwykle przystojny i jakby nigdy nic odejmuje swoją  n o w ą dziewczynę. Co za fiut! Zero jakiejkolwiek skruchy po tym co mi zrobił! Szybko chowam się za jeden z wieszaków ....
i od razu się za to karcę.
Ann, to jest galeria handlowa, miejsce publiczne, masz takie samo prawo tu być jak i on!- Krzyczę na siebie w myślach i od razu się wyprostowuję. Zaczynam przeglądać wieszak przy którym stoję, co chwilę nerwowo zerkając w jego stronę. Jeśli chodzi o wieszak, to mam szczęście. Jest cały obwieszony różnymi sukienkami. Mój wzrok przykuwa czarny materiał. Sukienka sięga do kolan, nie ma rękawów i jest w wzór z tęczowych jaskółek. O tak, będziesz moja! Znów nerwowo podnoszę wzrok i staję jak wryta.
Przygląda mi się z drugiego końca sklepu, jego ciemno niebieskie oczy błyszczą, a brązowe włosy są nienagannie ułożone. Jego nowa dziewczyna gdzieś zniknęła, pewnie w przymierzalni. w nadziei, że za mną nie pójdzie, odwracam się na pięcie i wychodzę ze sklepu. Piękna sukienko, masz na mnie czekać! Wrócę po ciebie!- krzyczę w duchu , stawiając jak największe kroki. Już mam nadzieję, że za mną nie pójdzie , kiedy na ramieniu czuję znajomą zbyt znajomą ciepłą dłoń.
-Cześć Ann. Jak leci?- A jak sądzisz. Zostawiłeś mnie dla jakiejś niuni i masz czelność się jeszcze pytać "jak leci?" - Chcę mu wykrzyczeć w twarz, ale zamiast tego odwracam się powoli ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Cześć Kacper.- Wydobywam z siebie najbardziej przesłodzony głos, ale nie mam zamiaru odpowiadać na  jego pytanie.
- Co u ciebie?- Wyszczerza zęby w uśmiech, a ja mam tak wielką ochotę mu przywalić.
-Nic ciekawego.- Co zrobić, żeby sobie poszedł? Myśl, myśl!
- Jesteś sama?- Tak, to jest właśnie to! Dzięki cioto!
- Nie, jestem z chłopakiem.- Posyłam my przesłodzony uśmiech, od którego normalnie bym się rzygała, ale czego się nie robi w obronie własnej.
W sumie, to od naszego zerwania miną tydzień, a byliśmy ze sobą przez rok. Kacper należy do tych chłopaków do których wzdychają wszystkie dziewczyny no i ja oczywiście byłam jedną z nich. W sumie to nie wiem dlaczego zwrócił na mnie uwagę, ale w końcu biliśmy nierozłączni. Tam gdzie Kacper, tam i Ann. Tam gdzie Ann, tam i Kacper. Popsuło się miesiąc temu, kiedy zaczęłam podejrzewać że mnie zdradza. I oczywiście miałam rację.
A teraz stoimy naprzeciw siebie, on rozbawiony z żartu, który zna tylkno on, a ja szukająca drogi ucieczki. Nawet takiej jak wymyślony chłopak.
- O! A gdzie on jest? Chciałbym go poznać.- Cholera! Nie pomyślałam o tym! Szybko, szybko! Myśl!
-Musiał coś załatwić.
- Nie ma problemu, poczekam.- Zaraz na seria ci przywalę!
Rozglądam się rozpaczliwie w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia, kiedy zauważam idącego w naszą stronę chłopaka. Wysoki, przystojny i najważniejsze- sam. Nada się. Kiedy przechodzi zaraz obok mnie, chwytam go pod ramię i przyciągam do siebie.
- Kacper, to jest Jack. Jack, to jest Kacper, mój były o którym ci mówiłam.- Wyrzucam z siebie szybko, za nim nieznajomy zdąży się wtrącić.- A teraz wybacz, ale mamy sprawy do załatwienia.- I nie tracąc czasu, ruszam przed siebie ciągną za sobą nieznajomego.
Zatrzymuje się dopiero za pierwszym zakrętem. Puszczam chłopaka, a sama próbuję się uspokoić wdychając wielkie hausty powietrza. Po chili, kiedy jako tako normalnie funkcjonuję, odzywam się do chłopaka.
-Sory za to, ale musiałam się stamtąd wydostać.- Mówiąc to wyglądam za róg żeby sprawdzić czy Kacper za nami nie idzie. upewniwszy się, że tego nie zrobił, odwracam się do nieznajomego.
Okazuje się być nie tyle przystojny, co n i e z i e m s k o przystojny.
Wysoki, dobrze zbudowany. Ma modnie obcięta włosy w kolorze miodu z delikatnymi orzechowymi refleksami. A jego oczy są szmaragdowo zielone z plamkami złota wokół źrenic, a okalają je długie czarne rzęsy. Ubrany jest w stylowe podarte dżinsy i koszulę w granatowo-złotą kratę z podwiniętymi do łokci rękawami, a z pod prawego wyłaniają cię czarne cierniowe gałęzie oplatające jego rękę. Dopiero po chwili zauważam, że ma przekłutą lewą brew, zwykły kolczyk- mała czarna kuleczka, ale jednak. Stanowczo nie jest to chłopak w moim typie.
Uświadamiam sobie iż on również mi się przygląda i nie wiem dlaczego, ale się rumienię, co wcale nie jest fajne. Szybko staram się to ukryć, ale raczej kiepsko mi to idzie. Chłopak, wyczuwszy moje zmieszanie, w końcu coś mówi.
- Eee... Nie musisz przepraszać. Dzięki temu było ciekawiej.- Ma miękki głos i mogłabym go słuchać w nieskończoność. A później na jego twarzy rozkwita uśmiech.
Uśmiech ten odsłania idealnie proste białe zęby. Tylko anioły mogą mieć takie, a on nim nie jest. No chyba,że takim upadłym.
-I jeśli ma mnie porywać tak piękna dziewczyna, to życzę sobie więcej takich niespodzianek.- Dodaje po chwili, a po mojej twarzy rozlewa się fala gorąca.-  A tak przy okazji, to jestem Matt.- Wyciąga rękę, którą delikatnie potrząsam.
-Ja jestem Ann.- Jego dłoń jest taka ciepła i miękka. Dotyk jego długich palców wywołuje moje mimowolne drżenie.
- Ann to skrót od...?- Puszcza moją dłoń, a ja mam tak wielką chęć znowu złapać go za rękę karcę się za zachowanie mojego ciała.
-Od Anastazja.- W sumie jest jedną z nielicznych osób, które odkryły iż "Ann" to skrót.
-Anastazja.- Jego twarz przybiera rozmarzony wyraz. Po jednym uderzeniu serca niespodziewanie wysuwa rękę do przodu i wyciąga z mojej przedniej kieszeni spodni telefon, który wcześniej tam włożyłam. Odblokowuje ją i zaczyna czegoś szukać.
-Ej Co robisz!? Oddawaj!
-Zaraz ci oddam. Zaufaj mi.- Mówiąc to zaczyna coś pisać. Na m o i m telefonie! Ale postanawiam dać mu tę przyjemność i tylko czekam nerwowo podrygując nogą. Ręce mnie świerzbią żeby wyrwać mu ten telefon i odejść, więc zaplatam je na piersiach i obserwuję mijających nas ludzi.
Jakaś para, mniej więcej o 2 lata ode mnie starsza, szepcze sobie coś na ucho, pewnie ustalają dzisiejszy łóżkowy plan na wieczór. Dziecko, około 3-letnie, popiskuje cicho i ciągnie mamę w kierunku stoiska z balonami. Jedna kobieta próbuje- swoją drogą nieskutecznie- ukryć fałdki tłuszczu widoczne pod zbyt obcisłą bluzką. Grupa 5 dziewczyn, młodszych ode mnie o jakieś 2-3 lata, chichoczą cicho po drugiej stronie przejścia i pokazują sobie Matta, który swoją drogą nadal bawi się moim telefonem. Kiedy posyłam dziewczynom mordercze spojrzenie, te od razu milkną i odchodzą. Wtedy na drugim końcu galerii zauważam idącą w naszą stronę mamę z dwoma kubkami kawy. Jeszcze mnie nie zauważyła, ale kiedy to się stanie na pewno zostanę zalana pytaniami takimi jak "Co to za chłopak?", "Znacie się?", "Jest przystojny, prawda?" i tak dalej, a tego za wszelką cenę chcę uniknąć.
-Ej, koleś oddawaj telefon.- Unosi wzrok znad ekranu i patrzy na mnie pytająco unosząc przekłutą brew. - Moja mama tu idzie, a ja nie mam ochoty tłumaczyć dlaczego obcy chłopak grzebie w moim telefonie.
-Czekaj chwilę, już kończę.- Klika coś jeszcze kilka razy i w końcu oddaje mi telefon.- Do zobaczenia Anastazjo.- Rusza przed siebie i przechodząc obok mnie delikatnie muska palcami moją dłoń.Kiedy znika za rogiem, zauważa mnie moja mama i podchodzi do mnie energicznym krokiem.
-I co? Znalazłaś coś ciekawego?- Pyta wręczając mi kubek pachnącej cynamonem kawy.
-Tak, znalazłam.- I to nawet nie wiesz jak bardzo dodaję w myślach i ruszam w kierunku sklepu z tamtą ładną sukienką.


                                                                                                                             
Oto i następny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba.
Zostawiajcie komentarze z opiniami. ;-)

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 1

Liczę wszystko. Liczę moje oddechy, łzy spływające po policzkach, uderzenia serca. Powoli zaczyna braknąć mi liczb. Cisza, otacza mnie cisza zmącona tylko moim cichym szlochem.
Wyglądam przez okno. Świeci słońce, ptaki latają w tę i z powrotem, a ja zastanawiam się czemu świat jest taki szczęśliwy. Z nieba powinno spadać miliony kropel, niczym mali skoczkowie, którzy wyskoczyli z samolotu bez spadochronu, a jedynym śladem po ich wyczynie byłaby mokra plama gdzieś tam na chodniku. Świat chyba po prosty chce mi zrobić na złość.
Przypominam sobie jego oczy w kolorze burzowego nieba wpatrzone we mnie. Jego dłonie badające moje ciało. Jego usta przyciśnięte do moich. A potem napływa wielka fala bólu, kiedy przypominam sobie, jak te oczy, te dłonie i te usta były w posiadaniu innej. Nie powinnam Nie mogę Nie chcę o tym myśleć.
A jednak to robię
a moje serce
rozpada się
na
1 000 000
maleńkich
kawałeczków
Powinnam być zła, wściekła. Powinnam chcieć go dorwać i ukarać za to co mi zrobił. Za to, że mnie okłamywał. Za to, że doprowadził mnie do płaczu, co nie zdarza mi się często. Ale ja potrafię tylko patrzeć się w okno. Obejmuję się mocniej ramionami i kołyszę w przód i w tył w przód i w tył w przód i w tył.
Z odrętwienia wyrywa mnie 2-krotne pukanie w drzwi.
-Ann, żyjesz tam jeszcze?
Nie, umarłam. Nie żyję. Została ze mnie tylko mokra plama łez chcę powiedzieć, ale gardło mam spuchnięte te od płaczu i wiem nie dałabym rady. Za to jeszcze mocniej oplatam nogi ramionami.
Nie doczekawszy się odpowiedzi, mama wchodzi do pokoju. Jest wysoka i szczupła, ale nie można powiedzieć, że jest płaska. Ma bardzo długie zgrabne nogi, a czarne włosy spływają jej falami na ramiona. Jej przenikliwe oczy są brązowo-zielone. Kiedyś słyszałam jak ktoś się śmiał, że są w kolorze zgniłego miodu, ale według mnie są piękne.
W 4 szybkich krokach pokonuje dzielącą nas odległość i siada na podłodze obok mnie. Przyciąga mnie do siebie i opiekuńczo gładzi mnie dłonią po ranieniu.
-Kochanie, wiem, że ci ciężko. Ale poszukaj też plusów. Następnym razem nie będzie aż tak boleć.
- To będą następne razy?- Brzmię trochę jak jakaś schorowana stara babuleńka, ale chrzanić to.
-Jasne, że będą, ale pierwsze złamane serce boli najbardziej.- Całuje mnie w czoło i podnosi się z podłogi.- A teraz podnoś ten swój szanowny tyłek. Wychodzimy!- Teatralnie zaciera ręce, a oczy jej błyszczą z rozbawienia.
-Gdzie idziemy?
- No a co lepiej pomaga na złamane serca jak nie zakupy? Wstawaj! Za 10 minut masz być gotowa.
Zrywam się z podłogi i w paru krokach dopadam drzwi łazienki. Nie jestem typem dziewczyny, która przejmuje się tylko ciuchami, ale lubię mieć co na siebie włożyć. A zakupów z mamą nie przegapiłabym nigdy. Paroma szybkimi ruchami rozczesuję moje brązowe włosy, zbieram je w ciasny koczek na czubku głowy i myję twarz. Nakładam delikatny makijaż. W sumie to tylko błyszczyk i tusz to rzęs, który podkreśla złotawy kolor moich oczu. Nie lubię się malować. Patrzę jeszcze na to w co jestem ubrana- czarne dżinsy i cienki sweter- i uznaję, iż nie muszę się przebiegać.
Wypadam z łazienki i biorę jeszcze z pokoju torbę, która zawsze jest gotowa na wyjście. Zbiegam po schodach i wkładam moje ulubione bordowe trampki, które swoją drogą są już strasznie zniszczone. Staję przed mamą w pozycji "na baczność" i podnoszę dłoń do czoła.
-Gotowa do służby generale!- wykrzykuję i opuszczam rękę płasko przy ciele. Mama śmieje się tylko, otwiera drzwi i wychodzi.


                                                                                                                               
Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodobał. Następny pojawi się kiedy skończę go przepisywać, ponieważ jest dwa razy dłuższy, a ja strasznie nie lubię przepisywać na komputer. Życzcie mi powodzenia. ;)

środa, 22 lipca 2015

Początek blogowania

Witam wszystkich zacnych gości, którzy zechcieli odwiedzić mój blog! Piszę od jakiegoś czasu, nie zawsze są to długie opowiadania, ale także kilku zdaniowe historyjki. Ale na tym blogu chciałabym zaprezentować Wam jedno z dłuższych opowiadań, które nadal jest w trakcie tworzenia, więc dłuższe przerwy pomiędzy wstawianiem rozdziałów będą częste i uprzedzam o tym już na początku i  żeby nie było, że nie mówiłam.
Pierwszy rozdział powinien pokazać się w najbliższej przyszłości.