sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 6

     Przejechaliśmy przez centrum. Matt sprawnie manewrował pomiędzy innymi pojazdami. Nie wiedziałam dokąd mnie wiezie. Wiedziałam tylko, że na północ.
     Teraz jesteśmy gdzieś pośrodku niczego. Jedziemy pustą drogą pośrodku pól. Zimne powietrze wdziera mi się w każdą najmniejszą szparę pomiędzy ubraniem, przez co jest mi strasznie zimno. Wtulam się mocno w plecy Matta, któremu najprawdopodobniej się to podoba, aż czuję ten cholerny uśmieszek pełzający po jego ustach. Wiatr rozwiał mi włosy, tak że z warkocza zostały nędzne resztki, które chłoszczą mnie teraz po twarzy. Wcześniej próbowałam coś z nimi zrobić, ale nie jest to łatwe na motorze pędzącym ponad 130 km/h.
     Niebo nad nami przybrało fioletową barwę. Wygląda jak jeden wielki siniak. Gdzieniegdzie widać już pierwsze gwiazdy, nad którymi góruje ogromny księżyc.
     -Matt, powiesz mi w końcu dokąd jedziemy?- Pytam już chyba setny raz w ciągu dzisiejszego dnia, chociaż wcale nie spodziewam się już odpowiedzi.
     -Nie. -Mówi i tym kończy rozmowę. Nie wiem czego on ode mnie chce. Może wiezie mnie gdzieś, gdzie mnie sprzeda do jakiegoś burdelu i słuch po mnie zaginie? Albo jest seryjnym mordercą.
     A tak nie może być! Przecież muszę doprowadzić plan do skutku.
     Plan w gruncie rzeczy jest taki, że rozkocham w sobie Matta. A następnie doprowadzę Kacpra do zazdrości o niego. Wyklucza on jednak to, że zostanę przez niego sprzedana, no i to, że sama się w nim zakocham. Jeśli by się tak stało, byłaby to kompletna porażka!
     Gdzieś z oddali docierają do mnie odgłosy imprezy.
     Matt skręca w prawo, gdzie droga prowadzi lekko pod górkę. Za wzniesieniem dostrzegam światła, a muzyka staje się głośniejsza. Czyżby Matt zabierał mnie na jakąś imprezę pośrodku niczego?
     Motocykl zatrzymuje się na chwilę na szczycie pagórka i teraz już wiem, że miałam rację.
     Przed nami rozciąga się coś na kształt kotliny, choć jest raczej mała i otoczona niedużymi wzniesieniami. Przez jej środek przebiega droga którą tu dojechaliśmy. Natomiast w samym centrum widzę masę ciał, samochodów i -oczywiście- motocykli.
    Matt zerka na mnie przez ranie, a kiedy nie reaguję, kręci lekko głową i zjeżdża w dół pagórka. Kiedy Jesteśmy już bliżej, zauważam, że wszyscy są pomiędzy 16 a 25 rokiem życia, co wcale mnie nie dziwi. Większość dziewczyn jest poubierana w krótkie spódniczki, albo spodnie tak obcisłe, że zastanawiam się w jaki sposób krew dopływa im jeszcze do stóp. No a bluzki to zazwyczaj jakieś ledwo cokolwiek zakrywające skrawki materiału lub koronki (która nie zakrywa praktycznie nic). Chłopaki opierający się o swoje samochody lub motocykle, przyciągają do ciebie te co skąpiej ubrane lale. Taaa, nie jest to szczyt moich marzeń na spędzenie wieczoru.
     -Hej! Przyjechał Matt!- Krzyczy jakiś męski głos. Matt chyba jest tutaj kimś znaczącym. Na te słowa wszyscy zaczynają patrzeć w naszym kierunku, a w moim brzuchu zaciska się węzeł. Chłopaki taksują mnie wzrokiem i posyłają Matt’owi znaczące uśmiechy, natomiast dziewczyna rzucają mi mordercze spojrzenia.
Zaczynam się czuć jak kociak w klatce wygłodniałych lwów (wygłodniałych na różne sposoby).
     Matt wjeżdża w sam środek tego stada, tak jakby specjalnie chciał, żeby wszyscy mnie zobaczyli. Jedzie powoli, więc sięgam do gumki związującej nędzne resztki warkocza i ściągam ją energicznym ruchem, pozwalając włosom swobodnie opaść na ramiona. Silnik gaśnie, więc szybko, ale tak żeby nie narobić sobie obciachu, zsiadam z motocykla, a chwile później to samo robi Matt. Zaplatam ręce i opieram się o stojącą już stabilnie maszynę. Tłum w jednym miejscu rozstępuje się, a naszym oczom ukazuje się chłopak mniej więcej w wieku mojego towarzysza.
     Jest ubrany w biały podkoszulek i dżinsy. Na brązowych włosach przewiązaną ma czerwoną bandanę. Chłopak jest wysoki i dobrze zbudowany, a na lewym ramieniu na wytatuowane czarne płomienie. Ma podbródek lekko wysunięty do przodu i delikatnie zaznaczone kości policzkowe i niebieskie jak niebo w pogodny dzień oczy. Co muszę przyznać, jest całkiem przystojny, chociaż przy Macie wygląda jak paskuda.
     Na tę myśl parskam cicho i z rozbawieniem kręcę głową. Matt oczywiście musiał to usłyszeć, bo teraz zerka na mnie z pytaniem w oczach. W odpowiedzi wywracam tylko oczami, a cień uśmiechu tańczy na jego ustach. To tak niesamowite usta. 
     -Matt! Jesteś wreszcie! Wszyscy czekamy tylko na ciebie!- Mówi chłopak stając przed Mattem. Wymieniają szybki przyjacielski uścisk.
     -Sory za spóźnienie, ale przekonanie tej tu…- w tym momencie wskazuje na mnie, na co przewracam oczami i uśmiecham się kącikiem ust- … żeby ze mną przyszła, zajęło mi trochę czasu.- Posyła mi łobuzerski uśmiech, a ja mam tak wielką ochotę trzepnąć do w łeb, ale jakoś udaje mi się powstrzymać. W tym czasie jego kolega taksuje mnie oceniającym wzrokiem, jak większość otaczających nas osób.
     -A no właśnie, może przedstawiłbyś mi swoją śliczną koleżankę?
     -Joel, to jest…
     -Matt dzięki, ale jeszcze nie zapomniałam jak mam na imię.-nie daję mu dokończyć. Ten traci rezon i patrzy się na mnie głupkowato. Wzdycham ciężko i kręcę głową.- Co się tak gapisz? Zrobiłam się niebieska, czy co?
     -Uuu… Zadziorna. Lubię takie- Joel posyła mi znaczący uśmiech.- Zdradź mi swoje imię piękna.
     -Nazywam się Ann. I lepiej zmyj z twarzy ten uśmiech. Nie masz na co liczyć Joel.- Uśmiecham się złowrogo, a przynajmniej próbuję.
     -Chyba się zakochałem.- Joel chwyta nie teatralnie za serce, podchodzi do mnie i klęka u mych stóp.- Och droga Ann, wyjdziesz za mnie?- pyta, a ja ledwo powstrzymuję parsknięcie.
     -Tak, o ile przestaniesz się zachowywać jak idiota i skoczysz po jakieś piwo.- Ludzie wokół nas śmieją się histerycznie. Joel zrywa się z miejsca i składa przede mną ukłon.
     -O pani mojego serca, dla ciebie zrobię wszystko.- odwraca się i znika w tłumie ludzi.
     -Polubił cię.- szepcze mi Matt do ucha. Nawet nie zauważyłam kiedy tak blisko podszedł i wzdrygam się lekko kiedy jego oddech owiewa moją skórę. Odsuwam się o krok i zerkam na niego.
     -I co w tym niby takiego nadzwyczajnego?
     -Nigdy nie polubił żadnej mojej dziewczyny.
     - A od kiedy to ja niby jestem twoją dziewczyną?- Twarz Matt’a wykrzywia się w lekkim grymasie i już ma coś powiedzieć, ale dołącza do nas Joel z trzema butelka mi piwa. Jedną rzuca Matt’owi, a drugą podaje mi teatralnym gestem, na co cicho się śmieję.
     -Wybacz mi o pani, ale obowiązki wzywają.- Mówiąc to odchodzi i wskakuje na pakę najbliższego pickup’a.
     -Jak już wiecie, nasz król w końcu zaszczycił nas swą obecnością i przywiózł ze sobą obiekt mych przyszłych snów.- Puszcza mi przesadne oczko, na co parskam śmiechem.- Tak więc czas zacząć zabawę. Pierwszy wyścig za 3 minuty!- krzyczy.
     Teraz zaczyna się prawdziwe piekło. Chłopaki odpalają maszyny, ktoś puścił głośniej muzykę, a wszyscy ci którzy się nie ścigają, przenoszą się pora zaparkowane samochody. Joel przebiega wzdłuż drogi, rysując na niej sprejem linię startu. Za chwilę ustawią się na niej dwóch pierwszych zawodników. Naprzeciw nich stale skąpo ubrana dziewczyna trzymająca dwie chorągiewki. W tym czasie ludzie ustawili się po obu stronach drogi, a ja i Matt stoimy oparci o maskę czyjegoś samochodu. Dziewczyna na starcie zerka na stojących przed nią chłopaków, którzy zawzięcie forsują silniki.  Wyćwiczonym gestem dziewczyna opuszcza chorągiewki.
     Ruszają.
     Z  niesamowitą prędkością pędzą przed siebie. Jadą coraz szybciej. W oddali zauważam czerwone światło. Ktoś trzyma w górze racę. „Pewnie tam jest meta” myślę. Ale się mylę. Kiedy zawodnicy dojeżdżają do tamtego miejsca robią coś co nazwałabym „zwrotem o 180 na przednim kole”. Na pewno ten manewr ma jakąś profesjonalną nazwę, ale jej nie znam. Teraz jadą w naszą stronę, jeden co chwila wyprzedza drugiego. Nagle chłopak jadący na czerwonym motocyklu wysuwa się na prowadzenie. To on pierwszy przekracza metę.
     Jeśli myślała, że wcześniej było głośno, to teraz pękają mi bębenki. Ludzie wiwatują, a zwycięzcę otacza tłum. Kiedy harmider trochę cichnie głos zabiera Joel.
     - Wygrał Peter! Ej, ludzie, dajcie mu odetchnąć!
     Moją uwagę przykuwa przegrany zawodnik, który niepostrzeżenie wycofał się na tyły.
     -Matt, zaraz wrócę. Muszę coś sprawdzić.- Nie czekając na odpowiedź ruszam w kierunku chłopaka.
     Przeciskam się pomiędzy paroma grupkami osób. Kiedy stoję już jakieś dwa metry od niego, wiem, że się nie pomyliłam.
     -Alec? Co ty tu robisz?- Pytam bardzo jego widokiem.
     -Ooo, Ann. Byłem ciekaw czy mnie zauważysz.- Posyła mi słaby uśmiech.
     Alec szczypiorowatym Azjatą. Ma przydługie czarne włosy, które opadają mu na szare migdałowate oczy. Włosy stanowią duży kontrast z jasną cerą. Alec zawsze był wzorowym uczniem i nie wychylał się po za nawias.
     Przynajmniej tak myślałam do tej pory.
     -Nigdy nawet nie przyszło do głowy, że możesz lubić się ścigać.- wyrzucam z siebie.
     -Wesz…- przejeżdża ręką po karku- to, że nie wyglądam jak ci goście…- otacza wzrokiem otoczenie, na dłużej zatrzymując się na Macie, który swoją drogą uważnie nam się przygląda- to nie znaczy, że nie mogę się ścigać.
     -Nie o to mi chodziło.- zaczynam się tłumaczyć.- Miałam na myśli, że zawsze wyglądałeś na takiego cichego i spokojnego.- Posyłam mu przepraszające spojrzenie. Alec przygląda mi się w skupieniu. Po chwili wzdycha ciężki i zerka na Matta.
     -Lepiej idź już do swojego chłopka, bo jeszcze zaraz sam się tu pofatyguje.
     -Dla twojej wiadomości, to nie jest mój chłopak.- mówię jeszcze i odwracam się z zamiarem odejścia.
     -Co za różnica.-słyszę jeszcze za sobą, ale kiedy zerkam przez ramię, Alec już wsiada na motor, odpala silnik i odjeżdża. Kiedy podchodzę do Matta, ten zadaje jedno z najbardziej oczywistych pytań.
     -Kto to był?
     -Kolega ze szkoły.- Posyła mi niedowierzające spojrzenie, ale nie mam zamiaru udzielać mu wyjaśnień. Moją głowę zaprząta teraz Alec.


______________________________________________________________
Witam moi kochani! Przepraszam, że tak długo to trwało, ale w końcu jest nowy rozdział! Jupiii! Mam nadzieję, że się podoba, i że wybaczycie mi tą długą nieobecność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz