Stoi po drugiej stronie sklepu, jak zwykle przystojny i jakby nigdy nic odejmuje swoją n o w ą dziewczynę. Co za fiut! Zero jakiejkolwiek skruchy po tym co mi zrobił! Szybko chowam się za jeden z wieszaków ....
i od razu się za to karcę.
Ann, to jest galeria handlowa, miejsce publiczne, masz takie samo prawo tu być jak i on!- Krzyczę na siebie w myślach i od razu się wyprostowuję. Zaczynam przeglądać wieszak przy którym stoję, co chwilę nerwowo zerkając w jego stronę. Jeśli chodzi o wieszak, to mam szczęście. Jest cały obwieszony różnymi sukienkami. Mój wzrok przykuwa czarny materiał. Sukienka sięga do kolan, nie ma rękawów i jest w wzór z tęczowych jaskółek. O tak, będziesz moja! Znów nerwowo podnoszę wzrok i staję jak wryta.
Przygląda mi się z drugiego końca sklepu, jego ciemno niebieskie oczy błyszczą, a brązowe włosy są nienagannie ułożone. Jego nowa dziewczyna gdzieś zniknęła, pewnie w przymierzalni. w nadziei, że za mną nie pójdzie, odwracam się na pięcie i wychodzę ze sklepu. Piękna sukienko, masz na mnie czekać! Wrócę po ciebie!- krzyczę w duchu , stawiając jak największe kroki. Już mam nadzieję, że za mną nie pójdzie , kiedy na ramieniu czuję znajomą
-Cześć Ann. Jak leci?- A jak sądzisz. Zostawiłeś mnie dla jakiejś niuni i masz czelność się jeszcze pytać "jak leci?" - Chcę mu wykrzyczeć w twarz, ale zamiast tego odwracam się powoli ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Cześć Kacper.- Wydobywam z siebie najbardziej przesłodzony głos, ale nie mam zamiaru odpowiadać na jego pytanie.
- Co u ciebie?- Wyszczerza zęby w uśmiech, a ja mam tak wielką ochotę mu przywalić.
-Nic ciekawego.- Co zrobić, żeby sobie poszedł? Myśl, myśl!
- Jesteś sama?- Tak, to jest właśnie to! Dzięki cioto!
- Nie, jestem z chłopakiem.- Posyłam my przesłodzony uśmiech, od którego normalnie bym się rzygała, ale czego się nie robi w obronie własnej.
W sumie, to od naszego zerwania miną tydzień, a byliśmy ze sobą przez rok. Kacper należy do tych chłopaków do których wzdychają wszystkie dziewczyny no i ja oczywiście byłam jedną z nich. W sumie to nie wiem dlaczego zwrócił na mnie uwagę, ale w końcu biliśmy nierozłączni. Tam gdzie Kacper, tam i Ann. Tam gdzie Ann, tam i Kacper. Popsuło się miesiąc temu, kiedy zaczęłam podejrzewać że mnie zdradza. I oczywiście miałam rację.
A teraz stoimy naprzeciw siebie, on rozbawiony z żartu, który zna tylkno on, a ja szukająca drogi ucieczki. Nawet takiej jak wymyślony chłopak.
- O! A gdzie on jest? Chciałbym go poznać.- Cholera! Nie pomyślałam o tym! Szybko, szybko! Myśl!
-Musiał coś załatwić.
- Nie ma problemu, poczekam.- Zaraz na seria ci przywalę!
Rozglądam się rozpaczliwie w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia, kiedy zauważam idącego w naszą stronę chłopaka. Wysoki, przystojny i najważniejsze- sam. Nada się. Kiedy przechodzi zaraz obok mnie, chwytam go pod ramię i przyciągam do siebie.
- Kacper, to jest Jack. Jack, to jest Kacper, mój były o którym ci mówiłam.- Wyrzucam z siebie szybko, za nim nieznajomy zdąży się wtrącić.- A teraz wybacz, ale mamy sprawy do załatwienia.- I nie tracąc czasu, ruszam przed siebie ciągną za sobą nieznajomego.
Zatrzymuje się dopiero za pierwszym zakrętem. Puszczam chłopaka, a sama próbuję się uspokoić wdychając wielkie hausty powietrza. Po chili, kiedy jako tako normalnie funkcjonuję, odzywam się do chłopaka.
-Sory za to, ale musiałam się stamtąd wydostać.- Mówiąc to wyglądam za róg żeby sprawdzić czy Kacper za nami nie idzie. upewniwszy się, że tego nie zrobił, odwracam się do nieznajomego.
Okazuje się być nie tyle przystojny, co n i e z i e m s k o przystojny.
Wysoki, dobrze zbudowany. Ma modnie obcięta włosy w kolorze miodu z delikatnymi orzechowymi refleksami. A jego oczy są szmaragdowo zielone z plamkami złota wokół źrenic, a okalają je długie czarne rzęsy. Ubrany jest w stylowe podarte dżinsy i koszulę w granatowo-złotą kratę z podwiniętymi do łokci rękawami, a z pod prawego wyłaniają cię czarne cierniowe gałęzie oplatające jego rękę. Dopiero po chwili zauważam, że ma przekłutą lewą brew, zwykły kolczyk- mała czarna kuleczka, ale jednak. Stanowczo nie jest to chłopak w moim typie.
Uświadamiam sobie iż on również mi się przygląda i nie wiem dlaczego, ale się rumienię, co wcale nie jest fajne. Szybko staram się to ukryć, ale raczej kiepsko mi to idzie. Chłopak, wyczuwszy moje zmieszanie, w końcu coś mówi.
- Eee... Nie musisz przepraszać. Dzięki temu było ciekawiej.- Ma miękki głos
Uśmiech ten odsłania idealnie proste białe zęby. Tylko anioły mogą mieć takie, a on nim nie jest. No chyba,że takim upadłym.
-I jeśli ma mnie porywać tak piękna dziewczyna, to życzę sobie więcej takich niespodzianek.- Dodaje po chwili, a po mojej twarzy rozlewa się fala gorąca.- A tak przy okazji, to jestem Matt.- Wyciąga rękę, którą delikatnie potrząsam.
-Ja jestem Ann.- Jego dłoń jest taka ciepła i miękka. Dotyk jego długich palców wywołuje moje mimowolne drżenie.
- Ann to skrót od...?- Puszcza moją dłoń, a ja
-Od Anastazja.- W sumie jest jedną z nielicznych osób, które odkryły iż "Ann" to skrót.
-Anastazja.- Jego twarz przybiera rozmarzony wyraz. Po jednym uderzeniu serca niespodziewanie wysuwa rękę do przodu i wyciąga z mojej przedniej kieszeni spodni telefon, który wcześniej tam włożyłam. Odblokowuje ją i zaczyna czegoś szukać.
-Ej Co robisz!? Oddawaj!
-Zaraz ci oddam. Zaufaj mi.- Mówiąc to zaczyna coś pisać. Na m o i m telefonie! Ale postanawiam dać mu tę przyjemność i tylko czekam nerwowo podrygując nogą. Ręce mnie świerzbią żeby wyrwać mu ten telefon i odejść, więc zaplatam je na piersiach i obserwuję mijających nas ludzi.
Jakaś para, mniej więcej o 2 lata ode mnie starsza, szepcze sobie coś na ucho, pewnie ustalają dzisiejszy łóżkowy plan na wieczór. Dziecko, około 3-letnie, popiskuje cicho i ciągnie mamę w kierunku stoiska z balonami. Jedna kobieta próbuje- swoją drogą nieskutecznie- ukryć fałdki tłuszczu widoczne pod zbyt obcisłą bluzką. Grupa 5 dziewczyn, młodszych ode mnie o jakieś 2-3 lata, chichoczą cicho po drugiej stronie przejścia i pokazują sobie Matta, który swoją drogą nadal bawi się moim telefonem. Kiedy posyłam dziewczynom mordercze spojrzenie, te od razu milkną i odchodzą. Wtedy na drugim końcu galerii zauważam idącą w naszą stronę mamę z dwoma kubkami kawy. Jeszcze mnie nie zauważyła, ale kiedy to się stanie na pewno zostanę zalana pytaniami takimi jak "Co to za chłopak?", "Znacie się?", "Jest przystojny, prawda?" i tak dalej, a tego za wszelką cenę chcę uniknąć.
-Ej, koleś oddawaj telefon.- Unosi wzrok znad ekranu i patrzy na mnie pytająco unosząc przekłutą brew. - Moja mama tu idzie, a ja nie mam ochoty tłumaczyć dlaczego obcy chłopak grzebie w moim telefonie.
-Czekaj chwilę, już kończę.- Klika coś jeszcze kilka razy i w końcu oddaje mi telefon.- Do zobaczenia Anastazjo.- Rusza przed siebie i przechodząc obok mnie delikatnie muska palcami moją dłoń.Kiedy znika za rogiem, zauważa mnie moja mama i podchodzi do mnie energicznym krokiem.
-I co? Znalazłaś coś ciekawego?- Pyta wręczając mi kubek pachnącej cynamonem kawy.
-Tak, znalazłam.- I to nawet nie wiesz jak bardzo dodaję w myślach i ruszam w kierunku sklepu z tamtą ładną sukienką.
Oto i następny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba.
Zostawiajcie komentarze z opiniami. ;-)
OMFG CO ZA CUDO
OdpowiedzUsuń:oooo
OdpowiedzUsuń