Wyglądam przez okno. Świeci słońce, ptaki latają w tę i z powrotem, a ja zastanawiam się czemu świat jest taki szczęśliwy. Z nieba powinno spadać miliony kropel, niczym mali skoczkowie, którzy wyskoczyli z samolotu bez spadochronu, a jedynym śladem po ich wyczynie byłaby mokra plama gdzieś tam na chodniku. Świat chyba po prosty chce mi zrobić na złość.
Przypominam sobie jego oczy w kolorze burzowego nieba wpatrzone we mnie. Jego dłonie badające moje ciało. Jego usta przyciśnięte do moich. A potem napływa wielka fala bólu, kiedy przypominam sobie, jak te oczy, te dłonie i te usta były w posiadaniu innej.
A jednak to robię
a moje serce
rozpada się
na
1 000 000
maleńkich
kawałeczków
Powinnam być zła, wściekła. Powinnam chcieć go dorwać i ukarać za to co mi zrobił. Za to, że mnie okłamywał. Za to, że doprowadził mnie do płaczu, co nie zdarza mi się często. Ale ja potrafię tylko patrzeć się w okno. Obejmuję się mocniej ramionami i kołyszę w przód i w tył w przód i w tył w przód i w tył.
Z odrętwienia wyrywa mnie 2-krotne pukanie w drzwi.
-Ann, żyjesz tam jeszcze?
Nie, umarłam. Nie żyję. Została ze mnie tylko mokra plama łez chcę powiedzieć, ale gardło mam spuchnięte te od płaczu i wiem nie dałabym rady. Za to jeszcze mocniej oplatam nogi ramionami.
Nie doczekawszy się odpowiedzi, mama wchodzi do pokoju. Jest wysoka i szczupła, ale nie można powiedzieć, że jest płaska. Ma bardzo długie zgrabne nogi, a czarne włosy spływają jej falami na ramiona. Jej przenikliwe oczy są brązowo-zielone. Kiedyś słyszałam jak ktoś się śmiał, że są w kolorze zgniłego miodu, ale według mnie są piękne.
W 4 szybkich krokach pokonuje dzielącą nas odległość i siada na podłodze obok mnie. Przyciąga mnie do siebie i opiekuńczo gładzi mnie dłonią po ranieniu.
-Kochanie, wiem, że ci ciężko. Ale poszukaj też plusów. Następnym razem nie będzie aż tak boleć.
- To będą następne razy?- Brzmię trochę jak jakaś schorowana stara babuleńka, ale chrzanić to.
-Jasne, że będą, ale pierwsze złamane serce boli najbardziej.- Całuje mnie w czoło i podnosi się z podłogi.- A teraz podnoś ten swój szanowny tyłek. Wychodzimy!- Teatralnie zaciera ręce, a oczy jej błyszczą z rozbawienia.
-Gdzie idziemy?
- No a co lepiej pomaga na złamane serca jak nie zakupy? Wstawaj! Za 10 minut masz być gotowa.
Zrywam się z podłogi i w paru krokach dopadam drzwi łazienki. Nie jestem typem dziewczyny, która przejmuje się tylko ciuchami, ale lubię mieć co na siebie włożyć. A zakupów z mamą nie przegapiłabym nigdy. Paroma szybkimi ruchami rozczesuję moje brązowe włosy, zbieram je w ciasny koczek na czubku głowy i myję twarz. Nakładam delikatny makijaż. W sumie to tylko błyszczyk i tusz to rzęs, który podkreśla złotawy kolor moich oczu. Nie lubię się malować. Patrzę jeszcze na to w co jestem ubrana- czarne dżinsy i cienki sweter- i uznaję, iż nie muszę się przebiegać.
Wypadam z łazienki i biorę jeszcze z pokoju torbę, która zawsze jest gotowa na wyjście. Zbiegam po schodach i wkładam moje ulubione bordowe trampki, które swoją drogą są już strasznie zniszczone. Staję przed mamą w pozycji "na baczność" i podnoszę dłoń do czoła.
-Gotowa do służby generale!- wykrzykuję i opuszczam rękę płasko przy ciele. Mama śmieje się tylko, otwiera drzwi i wychodzi.
Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodobał. Następny pojawi się kiedy skończę go przepisywać, ponieważ jest dwa razy dłuższy, a ja strasznie nie lubię przepisywać na komputer. Życzcie mi powodzenia. ;)
Bardzo mi się podoba :) Już po pierwszym rozdziale czuje, że mogłabym dogadać się z Anastazją, bo wydaje mi się, że trochę nas łączy... Rozdział bardzo fajny i oczywiście czekam na kolejne ;)
OdpowiedzUsuń