czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 1

Liczę wszystko. Liczę moje oddechy, łzy spływające po policzkach, uderzenia serca. Powoli zaczyna braknąć mi liczb. Cisza, otacza mnie cisza zmącona tylko moim cichym szlochem.
Wyglądam przez okno. Świeci słońce, ptaki latają w tę i z powrotem, a ja zastanawiam się czemu świat jest taki szczęśliwy. Z nieba powinno spadać miliony kropel, niczym mali skoczkowie, którzy wyskoczyli z samolotu bez spadochronu, a jedynym śladem po ich wyczynie byłaby mokra plama gdzieś tam na chodniku. Świat chyba po prosty chce mi zrobić na złość.
Przypominam sobie jego oczy w kolorze burzowego nieba wpatrzone we mnie. Jego dłonie badające moje ciało. Jego usta przyciśnięte do moich. A potem napływa wielka fala bólu, kiedy przypominam sobie, jak te oczy, te dłonie i te usta były w posiadaniu innej. Nie powinnam Nie mogę Nie chcę o tym myśleć.
A jednak to robię
a moje serce
rozpada się
na
1 000 000
maleńkich
kawałeczków
Powinnam być zła, wściekła. Powinnam chcieć go dorwać i ukarać za to co mi zrobił. Za to, że mnie okłamywał. Za to, że doprowadził mnie do płaczu, co nie zdarza mi się często. Ale ja potrafię tylko patrzeć się w okno. Obejmuję się mocniej ramionami i kołyszę w przód i w tył w przód i w tył w przód i w tył.
Z odrętwienia wyrywa mnie 2-krotne pukanie w drzwi.
-Ann, żyjesz tam jeszcze?
Nie, umarłam. Nie żyję. Została ze mnie tylko mokra plama łez chcę powiedzieć, ale gardło mam spuchnięte te od płaczu i wiem nie dałabym rady. Za to jeszcze mocniej oplatam nogi ramionami.
Nie doczekawszy się odpowiedzi, mama wchodzi do pokoju. Jest wysoka i szczupła, ale nie można powiedzieć, że jest płaska. Ma bardzo długie zgrabne nogi, a czarne włosy spływają jej falami na ramiona. Jej przenikliwe oczy są brązowo-zielone. Kiedyś słyszałam jak ktoś się śmiał, że są w kolorze zgniłego miodu, ale według mnie są piękne.
W 4 szybkich krokach pokonuje dzielącą nas odległość i siada na podłodze obok mnie. Przyciąga mnie do siebie i opiekuńczo gładzi mnie dłonią po ranieniu.
-Kochanie, wiem, że ci ciężko. Ale poszukaj też plusów. Następnym razem nie będzie aż tak boleć.
- To będą następne razy?- Brzmię trochę jak jakaś schorowana stara babuleńka, ale chrzanić to.
-Jasne, że będą, ale pierwsze złamane serce boli najbardziej.- Całuje mnie w czoło i podnosi się z podłogi.- A teraz podnoś ten swój szanowny tyłek. Wychodzimy!- Teatralnie zaciera ręce, a oczy jej błyszczą z rozbawienia.
-Gdzie idziemy?
- No a co lepiej pomaga na złamane serca jak nie zakupy? Wstawaj! Za 10 minut masz być gotowa.
Zrywam się z podłogi i w paru krokach dopadam drzwi łazienki. Nie jestem typem dziewczyny, która przejmuje się tylko ciuchami, ale lubię mieć co na siebie włożyć. A zakupów z mamą nie przegapiłabym nigdy. Paroma szybkimi ruchami rozczesuję moje brązowe włosy, zbieram je w ciasny koczek na czubku głowy i myję twarz. Nakładam delikatny makijaż. W sumie to tylko błyszczyk i tusz to rzęs, który podkreśla złotawy kolor moich oczu. Nie lubię się malować. Patrzę jeszcze na to w co jestem ubrana- czarne dżinsy i cienki sweter- i uznaję, iż nie muszę się przebiegać.
Wypadam z łazienki i biorę jeszcze z pokoju torbę, która zawsze jest gotowa na wyjście. Zbiegam po schodach i wkładam moje ulubione bordowe trampki, które swoją drogą są już strasznie zniszczone. Staję przed mamą w pozycji "na baczność" i podnoszę dłoń do czoła.
-Gotowa do służby generale!- wykrzykuję i opuszczam rękę płasko przy ciele. Mama śmieje się tylko, otwiera drzwi i wychodzi.


                                                                                                                               
Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodobał. Następny pojawi się kiedy skończę go przepisywać, ponieważ jest dwa razy dłuższy, a ja strasznie nie lubię przepisywać na komputer. Życzcie mi powodzenia. ;)

1 komentarz:

  1. Bardzo mi się podoba :) Już po pierwszym rozdziale czuje, że mogłabym dogadać się z Anastazją, bo wydaje mi się, że trochę nas łączy... Rozdział bardzo fajny i oczywiście czekam na kolejne ;)

    OdpowiedzUsuń